Nareszcie wiosna pojawiła się nie tylko z kalendarzu. W ogrodzie widać już pierwsze stokrotki, a na ulicach baleriny i lżejsze ciuchy. Mocny róż włóż i ruszaj w stronę słońca ;) W końcu jest cieplej i radośniej. A kiedy pomyślę o zbliżającym się wybuchu zieleni, kwitnących drzewach, łąkach i skwerkach zatopionych w żółtych mleczach - aż chce się żyć. Moja romantyczna dusza śmieje się i tańczy ;) Najwyższa pora oficjalnie zwolnić półkę z grubych szalików. Oj nazbierało się tego. Wylatują norweskie wzory, futrzaki, kominy, kożuszki, wszystko, co kojarzy się z zimą. No dobra, zostawiam sobie pudrowy "bąblowy" szal i może krótki futrzany komin. Może wreszcie wyciągnę rower? Już nie mam wymówek ;)
Finally spring came to us and not only in the calendar. There are first daisies in the garden and cute ballerinas on the streets. To celebrate the spring coming, I wore this bold pink skirt and enjoyed the sun. In the end it's warmer and brighter. And when I think of the forthcoming explosion of green, blooming trees, meadows and squares in yellow dandelions - I just want to live! My romantic soul laughs and dances ;) It's time to officially release a wardrobe of thick scarves. All the norwegian patterns, furs, chimneys, snoods go out. Well, I leave the pastel pink "bubble" shawl and short fur snood. Maybe I finally start to ride a bicycle? Now I have no excuses;)








orsay jacket | camaieu knit scarf | secondhand (bay) skirt | local store jumper | primark bag, bracelet | oasis boots



